Basia + Michał

Nie zawsze świeci słońce.

czyli: sesja w deszczu, która miała być w słońcu… Ale i tak wyszła lepiej gdyby świeciło.

Pogoda, jak już pisałem m.in. TUTAJ to jedyny chyba czynnik, na który nie mamy wpływu podczas planowania sesji poślubnej. Możemy patrzeć na prognozy, szacować, a i tak może być psikus. Tę sesję, również chcieliśmy w słońcu, bo i Basia z Michałem z Warszawy przyjechali (nie było możliwości przestawiać i umawiać się “za tydzień spróbujemy”).

Realia

…od rana padało. Czuć było podczas porannych telefonicznych ustaleń, pewną niepewność czy nawet zwątpienie. Zapewniałem, że niejednokrotnie miałem załamanie pogody, albo nawet w wyżej linkowanej sesji, termin oddania sukni determinował datę sesji. I wtedy pada.

September Rain.

Lało, raz dużo, raz w bok, momentami dżdżyło, ciężkie chmury, i na szczęście - temperatura była znośna.

Uzbrojeni w ciepłe picie i dobre humory, wybyliśmy zrobić piękną historię w romantycznych okolicznościach.

Nie zawsze musi świecić słońce.

Panna młoda w wianku na głowie, stoi w deszczu, który spływa po plecach

nie straszny nam deszcz, ba - sprawiamy że jest piękny!

W dzikich terenach na brzegu Soły.

W jakich warunkach powstawała sesja - krótki film.

Zapadła noc

A wraz z nią, robimy to, co było naszym planem na ładny dzień - bierzemy UAZa Michała i jedziemy “gdzieś przed siebie”.

Po chwili niepewności, czy odpali - pojechaliśmy w nocne, deszczowe ostępy.

Lało już wtedy orkutnie, nic suchego na sobie już nie miałem 🥰 Martwiłem się o sprzęt, a z drugiej strony - taka aura, taki klimat, nie wiem kiedy znowu mi się trafi deszczowa sesja, sprzęt się wysuszy :D

Wieka piona należy się Basi i Michałowi, nie każdy w odwagę i chęci w taką pogodę wyjść na spacer, wejść do rzeki, zmoknąć w 100% i do tego szaleć - z uśmiechem.

Next
Next

Sesja na Malinowskiej Skale