Madzia + Kamil
Ślub o którym wiedziały 4 osoby.
Cała ta historia jest zupełnie niesamowita, jak z książki! Oficjalnie była to wycieczka na Islandię. Wycieczka jakich mnóstwo dokumentują Madzia z Kamilem jako Podróżnicy po godzinach. O tym co naprawdę miało się wydarzyć, wiedziało tylko kilka osób. A wydarzyło się wiele, zapraszam do poczytania i pooglądania pierwszej części “sagi ludzi…” ;)
Zaczynamy we Wrocławiu, po szybkiej podróży autokarem z Krakowa. Znaleźliśmy USC, pani urzędniczka była początkowo zdziwiona, gdy zobaczyła nas TAK ubranych na ceremonię ślubu (sztormiaki, polary, buty trekkingowe i ogromne plecaki). Po krótkich wyjaśnieniach (co planujemy i kim jesteśmy) kameralnym i bardzo emocjonalnym ślubie, życzyła nam szerokiej drogi i powodzenia.
Wybiegliśmy na przystanek, by autobusem dostać się na lotnisko. Lot upłynął przed Netflixem (Minimalism - fajny film). Wylądowaliśmy w Keflavik'u, gdzie na lotnisku nieomal zawału dostałem, kiedy otwarty plecak z całym moim sprzętem dojeżdżał na koniec taśmy bagażowej, i już widziałem oczyma wyobraźnie jak leci to wszystko na ziemię. Po głośnym i soczystym “k!#$&wa! mój sprzęt!!!!” pani z obsługi rzuciła się by go złapać, i powiedziała pięknie po Polsku “spokojnie, mam go” 😅
Na parkingu czekał na nas przesympatyczny pan z wypożyczalni samochodów (też Polak) odebrał i zawiózł na parking, do naszego środka-lokomocji-domu-kuchni jednocześnie. Na ostatnim zdjęciu pakujemy nasze auto i "mieszkanie" na najbliższe dni, na pięknej, dzikiej Islandii.
Nasz dom na najbliższe dni

