Maroko
U celu
Wyjazd z muzykiem i producentem Naraska do Maroko, gdzie powstawał nowy album Wojtka z muzykami z pustyni (ⵜⵉⵛⵓⵎⴰⵔⴻⵏ). Tuareskie i Berberyjskie brzmienie oraz instrumenty. Ja to wszystko fotografowałem i filmowałem. Muzyka elektroniczna łączy się z korzeniami bluesa.
Kolejna część reportażu. Docieramy do celu :)))
Na południu.
W poprzednim wpisie pisałem o krótkim pobycie w Ajt Ben Haddu - w poszukiwaniu miejscówki na sesje i nagrywanie videomix’a, oraz o przecudnym miejscu na które natrafiliśmy - Taman’Art Space.
Zrób sobie pyszną kawę/herbatę, puść np. Daraa Tribes albo Tinariwen i zerknij na ten wpis.
Zapakowani niemal po dach, jedziemy na południe Maroka.
Poranek w Prends Ton Temps.
Spędziliśmy noc w malutkim i przytulnym Prends Ton Temps (Zagora), około godziny od celu naszej podróży. Jak każdego dnia, zjedliśmy pyszne śniadanie. Moim faworytem było lokalne pieczywo maczane w świeżej oliwie, no mniam, i oczywiście Berber Whisky (zielona herbata z miętą i ziołami - m.in. rozmaryn) a na koniec - przepyszna kawa.
Nasza chatka noclegowa to ta na ostatnim zdjęciu powyżej :)
Pakujemy się, ja odkrywam pięknego zabytkowego Renaulta i leniwie wyjeżdżamy z Zagory.
Zagora
W drodze powrotnej, od pana ze sklepu dowiedzieliśmy się, że nazwa ta znaczy “otoczony z dwóch stron przez góry” - czyli trochę po naszemu: za górami :) Rozkminialiśmy, czy jakiś polski emigrant nie nazwał tak miasta, coś w stylu Zagórze, Zagóra ;)
Lokalny sklep i rozmowy przy herbacie (tradycyjna, a jak).
Oryginalna nazwa brzmiała “Tazagourt”, co znaczy….. “Twin Peaks”. Nieee, nie ma tam klimatu serialowego.
Tamegroute, Tinfou, Aït Atmane, N9
To już ostatnia prosta (nomen - omen) do Tagounite.
Zahaczamy jeszcze o Tamegroute, wioskę położoną w dolinie Rzeki Draa.
Mijamy piękne otwarte tereny, zaczynają się wydmy, wcześniej pustynia była kamienista, “szorstka”. Znajdujemy dobre miejsce na sesje.
Dotychczas pokazywałem kolorowe zdjęcia, natomiast bardzo mi spodobały mi się w czarno białej edycji. Kontrastowe cienie malują niesamowite wzory. Jakby bardziej widać przestrzeń, która skrywała się pod kolorami. Jeszcze kolorystyka i plastyka z Leica mają niebywałą jakość.
Mijamy ostatnie na trasie pasmo gór, skąd rozpościera się przepiękna panorama. Takie samo poczucie potęgi natury miałem będąc na Islandii. Słychać było wiatr, zwierzęta i czuć ogromną przestrzeń. Bez zgiełku, ludzi, dźwięków miasta.
fot. Wojtek Naras
Tagounite
Dotarliśmy. Miejsce zapiera dech. Jedna główna droga, masa małych, wąskich uliczek od niej odchodzących. Ruch, gwar, zapach kawy, co chwile ktoś na osiołku przejeżdża, wszędzie mgła z piasku, który wdziera się wszędzie. Musimy kupić turbany, żeby móc znieść upał i piasek :)
Przepyszna kawa w Tagounite.
Główna ulica Tagounite. W samo południe.
Nie próżnowaliśmy oczekując spotkania z Daraa Tribes (!), z którymi Wojtek umówił się.
Daraa Tribes
Muzyka, tradycja i Sahara
Tak, udało nam się umówić i spotkać z Daraa Tribes. Świetnie! Po fatalnych wieściach poprzedniego dnia, humor wrócił a zapał wskoczył na 200%. Umówiliśmy się w szkole muzycznej Hit The Road Music Studio, która okazała się naszym domem na najbliższą noc. Poczytajcie, polajkujcie:
https://hittheroadmusicstudio.com
Znaleźliśmy świetną miejscówkę na zdjęcia, naprzeciwko naszej szkoły. Dzieciaki idące na lekcje były bardzo zainteresowane naszą obecnością, podpatrywały co to tam robimy.
Moją mordeczkę jak zwykle fotografował Wojtek.
Ugoszczeni i nakarmieni, zajęliśmy się tym, po co tutaj taki kawał drogi przebyliśmy - nagrywaniem, fotografowaniem, filmem.
Gitara pokryta piaskiem 😍
Na pustyni.
Z załogą Daraa Tribes pojechaliśmy na pustynię, zależało nam by wszystko było autentyczne, żeby ta muzyka (i wywiady) wybrzmiała na pustyni, tam gdzie ma swoje korzenie.
W drodze na pustynię. Po prawej - chłopaki z DT.
Nie wyrażę tego słowami, może zdjęcia choć trochę to wyrażą. Klimat tego spotkania na pustynie był NIEPRAWDOPODOBNY, to było fantastyczne doświadczenie, tam, z tymi ludźmi i tą muzyką czuć było serce Afryki, bluesa i nawet Gnawę (którą tak uparcie szukaliśmy od początku wyjazdu).
No i Berber Whisky nie smakowała nigdzie tak dobrze.
Po zapadnięciu zmroku, wracamy do szkoły, by nagrać resztę materiału - instrumenty i wokale.
To był dzień pełen wrażeń, pracy i pozytywnej energii. Zmęczeni okrutnie posiedzieliśmy na dziedzińcu szkoły, popijając herbatę i oglądając piękne gwiazdy. Wydawało się, że mamy nieskończone pokłady energii, że możemy jeszcze coś robić. Ale kiedy tak usiedliśmy pod ścianą, dotarło do nas, że ciągniemy na oparach :) Zmęczony, ale turbo wdzięczny za to z kim i jak pracuję, zasnąłem chyba w 3 sekundy.
Selfiaczek przed snem.
السلام عليكم


Spektakl „Lilije” w wykonaniu grupy teatralnej FERAJNA.
„Lilije”, w reżyserii Anny Chodackiej, inspirowane są tekstami Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego oraz Kazimierza Przerwy-Tetmajera. Za scenariusz odpowiadają sami aktorzy grupy teatralnej Ferajna, którzy przetworzyli klasyczne motywy i język poetycki w świeże, sceniczne obrazy.